FB
link
link
link
link
link

Zegarek – Bergstern/Apart.pl, kolczyki – Elixa, kurtka – Eytys x H&M, spódnica – Maare.eu (starutka)

Pierwsze zdjęcia ze stylizacjami z Fuerty – miały być inspiracje na cieplejsze dni i oto one. Przeżyliśmy naprawdę piękny tydzień, ja oczywiście już kombinuję, jak można by się przenieść na taką wyspę na stałe haha, to byłoby coś pięknego:) Stylizacja złożona jest z kostiumu, który kupiłam po prostu na bazarku;) oraz ze starej spódnicy Maare, którą uwielbiam, plus kurtka z kolekcji Eytys x H&M. Do tego dodatki – zegarek Bergstern a Apart.pl i kolczyki Elixa. Jak widzicie zmieniłam kolor włosów na podpalany, strasznie się cieszę,  że tak się je udało Markowi wyprowadzić, zwłaszcza, ze wczoraj dowiedziałam się, że salon, z którym byłam związana przeszło 6 lat zamyka się:( Strasznie mi z tego powodu przykro, ale z Markiem zostaję w kontakcie, będzie przyjmował teraz gdzieś na Mokotowskiej. Ja chyba jednak do platyny na razie nie wrócę, bo marzą mi się zdrowe i długie w końcu włosy.

To tyle na temat stylówki. Chciałam jeszcze – by nie robić osobnego wpisu jako taniej sensacji, a przy okazji po prostu napisać Wam co nieco o mojej operacji piersi, bo obiecałąm. Odbyła się ona w marcu 2018, a zatem rok i miesiąc temu dokładnie. Wówczas, tuż po operacji zostałam przez Was zasypana komplementami (miło:)) ale i pytaniami odnośnie lekarza; naprawdę co i rusz, chwilę po zabiegu pytałyście czy mogę polecić Wam doktora, u którego robiłam biust. Wystarczyło wrzucić jedna fotkę bez stanika i mój DM zapełniał się wiadomosciami. Odpisywałam wtedy wszystkim twardo że nie chcę tego robić, bo jestem świeżo po zabiegu i na tym etapie nie można oceniać rezultatów – pamiętacie Dziewczyny?:) Dałam sobie rok, będąc bardzo optymistycznie nastawiona, bo wszystko wydawało się jak najlepiej układać.

Lekarza – doktora Łonia z kliniki Linea Corporis w Warszawie poleciła mi znajoma. Ja sama wcześniej wertowałam fora, byłam na konsultacjach u wielu lekarzy (np. u dr Szczyta, Wysockiego, pisałam z Zacharą odnośnie biustu, konsultowałam sie też z m.in. dr Lembasem i Charazińskim). Byłam więc nieco obeznana ale ciężko było mi podjąć decyzję i komuś zaufać. Zabieg planowałam od lat, bo po wykarmieniu drugiego dziecka czułam się, jakby ktoś ujął mi po prostu kobiecości gdy zanikły mi piersi, nie czułam się z tym dobrze. Szukałam więc odpowiedniej kliniki by wykonać zabieg. To było dla mnie naprawdę trudne, bo co i rusz ktoś, kto wydawał mi się odpowiednim lekarzem miał jakąś złą opinię w necie, coś gdzieś się dowiadywałam i sama już nie wiedziałam w czyje ręce się oddać. Doktor Łoń polecony przez koleżankę pojawił się jak objawienie – nie słyszałam o nim wcześniej, choć kojarzyłam jakoś klinikę. Po przejrzeniu netu znalazłam kilka pozytywnych opinii i co ważniejsze widziałam na zdjęciach zrobione przez niego piersi – kilka zadowolonych pacjentek z naturalnym, nie za dużym biustem – bingo. Była też jedna czy dwie niezadowolone, ale wobec nawału informacji w necie i tego, ze każdy, ale to dosłownie każdy lekarz miał jakieś negatywne opinie postanowiłam po prostu pójść na konsultację i zdać się na intuicję. Z jednej konsultacji zrobiły się dwie – doktor wywarł na mnie dobre wrażenie, długo mówił, pokazywał przykłady, opisywał komplikacje, zalety i wady, mówił o doborze takich implantów, które wykluczą pokazywane przezeń na zdjęciach powikłania czy nieestyczne widoki. Powiedział, ze wyjściowo mam ładne piersi, więc z nich bez trudu da się zrobić większe, ładne piersi. Zaproponował też w porównaniu do innych lekarzy minimalnie największy implant  – 350 cc moderate plus z Mentora, początkowo mówił nawet o 375 cc, ale w końcu po zastanowieniu nie zgodził się na ten rozmiar a ja przystałam na 350.  Po rozwianiu wątpliwości na drugiej konsultacji byłam już zdecydowana na doktora. Operacja odbyła się planowo, naturalie musiałam na nią poczekać jakiś czas, nie za długo, nie za krótko – udało mi się pozamykać kilka projektów związanych z blogiem i wykonać badania, akurat. Sam zabieg był wręcz błyskawiczny, leki pooperacyjne wspaniałe. Ja nie czułam jakiegoś wielkiego bólu po tej operacji, tego na jaki się nastawiałam, ale ponoć inne dziewczyny bardzo cierpią. Mnie zdecydowanie bardziej bolało wszczepienie siatki przepuklinowej na brzuch bo wtedy dosłownie chciałam wyjść ze swojego ciała z bólu i stanąć obok, choć na sekundę (ehh teraz czeka mnie kolejna w pachwinie) czy choćby – nie szukając dalej – porody i połóg. Piersi to był bólowy pikuś.

Nosiłam przez jakiś czas pas obniżający bo implanty były umieszczone dość wysoko. Okres rekonwalescencji wspominam dobrze, kontakt z kliniką spoko, wszystko w porządku – fajne było to, że personel był super taktowny, wiecie np. mówił raczej przyciszonym głosem, czułam się naprawdę super komfortowo tam. Jednak z czasem widziałam na swoich piersiach kilka defektów, przy okazji z jedną było mi od razu bardzo… niewygodnie. Według doktora wszystko miało się ustabilizować, ułożyć z czasem, ale niestety – czekałam dwa, trzy, sześć miesięcy w końcu zrobiło się tych miesięcy jedenaście. Nic nie zmieniło się na lepsze w sposób satysfakcjonujący.  Gdy poprosiłam o dodatkową konsultację i spotkaliśmy się z doktorem – usłyszałam, ze defekt/y o których mowa nie są do naprawienia (Przecież miało się ułożyć z czasem, nie ułożyło się, więc jak to?!) – tzn że lepiej być nie mogło. Że doktor jest zadowolony i że według niego piersi są teraz spoko. Że to co najbardziej mi przeszkadza widać tylko z jednej strony (Zwróćcie uwagę sam fakt – doktor doskonale wiedział o czym mówię! Ale powiedzieć że z jednej – to nieprawda, bliżej prawdy będzie to, że nie widać z każdej) a że inne sprawy są za winą tego, że jestem bardzo szczupła. Nie wiem, czy tylko grube kobiety mogą robić bez obaw implanty – na to wygląda. Ja nigdy nie chciałam być gruba i komunikowałam to zawsze jasno, doktorowi również:).

Nie będę tu rozpisywać się na temat tego, co konkretnie jest przyczyną moich narzekań, nie widać tego, gdy jestem ubrana, czy choćby mam stanik w formie przepaski, ale ja o tym doskonale wiem i czuję to. Oczywiście nie jest tak, że cały czas o tym myślę, ale już przy możliwości opalania się topless w Hiszpanii nie czułam się komfortowo, a to chyba właśnie o to chodzi. Oczywiście Łukasz jest szczęśliwy i mimo, ze wie z czym mam problem, to dla niego nie ma to znaczenia, ale to ja chciałabym być tą najbardziej zadowoloną osobą haha. Dalej – to nie doktor Łoń rozkłada się na plaży z moim biustem, za który zapłaciłam kilkanaście uskładanych tysięcy, by być z niego zadowolonym.

Dlatego też cieszę się, że nie polecałam Wam lekarza wcześniej, gdy piersi się goiły a ja słyszałam zapewnienia, że wszystko się ułoży. Niestety wiem, że robiły tak inne dziewczyny (kosmetyczka, do której chodzę, od słowa do słowa i zgadałyśmy się, że parę lat temu sama była pacjentką tego lekarza i poleciła go innym dziewuszkom, zanim jeszcze sama ujrzała ostateczny rezultat) i teraz żałują, bo mają podobny problem, co ja – są sfrustrowane, bo poleciły doktora dalej, nie będąc jeszcze pewnymi, co wyjdzie u nich, a gdy przyszło do zażaleń i im doktor odmówił poprawienia czegokolwiek, mówiąc, ze może być tylko gorzej – w tym akurat mu wierzę, nie położyłabym się już niego na stół do żadnej poprawki, skoro sam nie czuje, co i jak należy poprawić.

Muszę powiedzieć, że obecnie jestem w kropce – bo poprawienie w innej klinice to zdecydowanie większy koszt niż pierwotna operacja, a defekt nie jest na tyle wielki żebym miała rezygnować np. z kilku rodzinnych wakacji na rzecz swojego samozadowolenia. Albo inaczej – piersi to nie twarz, większość czasu są zakryte i/lub w staniku. Implanty tak czy inaczej po mniej więcej dziesięciu latach należy wymienić, więc zostało mi jeszcze dziewięć i wszystko wskazuje na to, że po prostu tyle się będę musiała wstrzymać, choć kto wie. Jeśli miałabym teraz wolnych dwadzieścia koła to na pewno bym je wymieniła z marszu. Zostaje mi tylko napisać tym z Was, które czekały na ten wpis (ze smutkiem, bo nie spodziewałam się, że będę odradzać lekarza) że ja zdecydowanie nie polecam wyboru tego chirurga. Jeśli nie będziecie zadowolone – a wnioskując po mojej sytuacji uważam, że jest to niewykluczone – być może zostaniecie odprawione z kwitkiem i pogłaskane po główce, a raczej zalane potokiem słów – to mówię wyłącznie z wyłącznie własnego doświadczenia. Naturalnie zdaję sobie sprawę, że są też usatysfakcjonowane pacjentki, nie neguję tego bo przecież sama widziałam zdjęcia przed operacją. Cieszę się ich szczęściem, niestety ja tyle farta nie miałam:) I tyle. Jeśli macie jakieś doświadczenia napiszcie mi na priv!

Tymczasem obczajcie foty tej stylówki. Adios!

 


Inspiration
FB link link link link
Ta witryna używa plików cookie. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.