FB
link
link
link
link
link

Prawie trzy miesiące upłynęły od ostatniego kosmetycznego podsumowania, zatem wklejam Wam kilka rekomendacji, oraz wyjawiam, co nie przypadło mi do gustu. Dziś będzie krótko, bowiem długie (ale jakże piękne) tipsiory nie pozwalają mi na pisanie na tej płaskiej klawiaturce, którą mam na podorędziu;) Pazy zgodne w 100% z moimi wytycznymi wykonała niezawodna Kalina z Pretty Pretty przy ul. Gwiaździstej w Warszawie – dziewczyny dopiero co otworzyły to studio, polecam! Osoby zszokowane odsyłam do dyskusji pod zdjęciem TUTAJ;D

W ogóle nawiasem mówiąc zastanawiam się czy na blogu nie usunąć komentów, bo raczej rzadko ktoś się tu pokusi o skomntowanie, wszyscy wolimy teraz social media. A to tak pusto wygląda, jak taka cisza pod postami;D

No dobra – stop paplania – przechodzę do konkretów – krótko i na temat o kosmetykach!

Kiehl’s – oliwka myjąca i suchy olejek w sprayu – dostałam przed świętami prezencie i jestem oczarowana – zapachem! Nie przepadam za oliwkami jako takimi, bo niestety nie jestem cierpliwa i zawsze chcę szybko się ubrać, co kończy się wyplamieniem ciuchów. Ale dla tego zapachu skłonna jestem chwilkę poczekać:) POLECAM!

 

Bourjois – matowe pomadki Velvet (mam dwie z nowej linii Rouge Edition). POLECAM! Są niedrogie, a kolor po nałożeniu nie jest zastygająca skorupą, daje gładką, miękką powłokę. Matowe wykończenie. Duża gama kolorystyczna. Wybieram się wkrótce po wersję nude, bo ciekawa jestem, jak będą wyglądały na ustach:) Czerwone są super!

 

Pomadki Bell Ms Perfect. Kupiłam je w… Biedronce, za kilka złotych. Kocham Bella miłością czystą – uważam, że maja genialne kosmetyki w baaardzo przystępnych cenach. Najnowsze odkrycie to właśnie te satynowe szminki nude, które to dają lekki połysk; takich jakby nawilżonych ust. Uwielbiam je! Przy okazji wspomnę też o włoskiej marce KIKO, ktorą poznałam w… Hiszpanii, ale mają też sklepy np. w warszawskiej Arkadii. Na pewno je widziałyście. Ja skusiłam się, aby tam wejść dopiero w Walencji, bo musiałam dość długo czekać na Łukasza, a stałam dosłownie pod drzwiami sklepu. Znalazłam tam szminkę marzeń za ok 15 zł (chyba 3 czy 4 euro). Moja ukochana szminka (taką samą miałam kiedyś w liceum i potem na próżno szukałam) – ma kolor pomiędzy fioletem a brązem, jest lekko transparentna i daje lekki połysk. Poluję ostatnio najchętniej już nie na matowe, a bardziej naturalne pomadki. Niestety ta mi się zgubiła, stąd teraz nie mam jej zdjęcia, ale na dniach lecę do KIKO po drugą i dam znać!

 

Clinique – Moisture Surge – nawilżający koncentrat. Od razu powiem, że ja z marką Clinique zawsze mialam nie po drodze, chyba nie jestem jakoś grupą docelową tej firmy, wiec nie zdziwiło mnie, ze kolejny kosmetyk nie przypadł mi do gustu – choć podejście miałam w zasadzie neutralne. Opakowanie fajne, estetyczne, różowy kolorek kremożelu też super – wszystko to na plus. Niestety okazało się, że dla mojej suchej skóry krem nie jest wystarczająco nawilżający. Ciekawe, bo reklamowany jest jako SUPERnawilżający. Dodatkowo u mnie zostawia kleistą powłokę i zero zapachu (a ja lubię jak coś ładnie pachnie;)). U MNIE się nie sprawdził, ale – podkreślam – potrzeby skóry mamy wszyscy inne. Natomiast ja i moja sucha skóra zdecydowanie jesteśmy na NIE;)

 

Estee Lauder Advanced Night Repair – serum. Używam od kiedy dostalam go podczas Katowickiego Fashion Weeku czyli pi razy drzwi 2 mce. Serum jest ultradrogie, nie wiem, czy kiedyś zdecyduję się wydać takie kokosy na “kremik” (choć pewnie tak hehe;)). Nie wiem też, jakich efektów powinnam się po nim spodziewać, ale jedno jest pewne – nie młodnieję od niego;) Zapach mocno ziołowy (nie me gusta) więc nic szczególnego. Może gdybym była sfokusowana na jakichś konkretnych rezultatach… ale tak ogólnie nic nie zauważyłam. No ale używam dalej;)

 

Paletka metalicznych cieni Urban Decay. Jestem raczej fanką drobinek, brokatu, rozświetlania niż metalicznych wykończeń, ale to już zależy od konkretnych potrzeb – cienie są oczywiście doskonale napigmentowane, świetnie się mieszają a paletka jest – jak widzicie – zróżnicowana kolorystycznie. Polecam ją osobom lubiącym metaliczne odcienie, będą zadowolone!

 

Moj hicior! Glamglow Thirstymud hydration system- maska o zapachu (chyba) kokosowym – supernawilżająca, otulająca, ślicznie pachnie – same plusy! Kocham i POLECAM!

 

Na koniec kolorowe tusze do rzęs od Vinyl Couture Yves Saint Laurent Beauty. Mam dwa – elektryzujący niebieski i szary z drobinkami. Ten pierwszy jest bardzo ok sam w sobie, drugi lepiej aplikować na rzęsy pomalowane wcześniej innym tuszem, jest on bowiem delikatny i raczej niekryjący za mocno. Rzęsy sa po nim jedynie muśnięte kolorem, ale w użyciu z inną mascarą daje efekt wow. Cieszę się, że coraz częściej można dostać tusze w różnych kolorach – jestem zdecydowanie na tak, to bardzo urozmaica makijaż i daje dużo nowych możliwości!

 


Inspiration
FB link link link link
Ta witryna używa plików cookie. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.