FB
link
link
link
link
link

Kilka podstawowych faktów:

Wpis nie zawiera żadnych reklam związanych z organizacją tej wyprawy! 100% naszych doświadczeń i planowania:)

  • Poza sezonem – natkniecie się na różnorodne warunki pogodowe. My przyjechaliśmy w bardzo deszczowy tydzień (26.03-02.04) ale cały kolejny z tego co wiem był już słoneczny. Mieliśmy pecha pogodowego! Wiało, padało, ale za to Kreta zaoferowała nam spokój; było cicho, dziewiczo, żadnych turystów. Nie było dla mnie minusem to, że wszystkie turystyczne knajpy i kurorty były jeszcze pozamykane – wręcz przeciwnie: czuję sie szczęśliwa, ze mogłam obejrzeć Kretę taką, jaka jest “naprawdę” bo to w poznawaniu świata jest chyba najfajniejsze. Obserwowaliśmy zwykłe życie Kreteńczyków, dzięki miejscu zamieszkania mogliśmy całkowicie wtopić się w ich codzienność. Myślę, ze wróciłabym tam jescze pod koniec września, bo na pewno nie w gorącym turystycznym sezonie. Jedyne, co było dla mnie minusem przy funkcjonowaniu tam to spore odosobnienie na górskich drogach – dla mnie, typowego mieszczucha niedoświadczonego zbytnio w górach poruszanie sie po tak wielkich i dzikich obszarach praktycznie w samotnosci było trochę przerażającym doświadczeniem i zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że nie było to w 100% bezpieczne. Ale ja zawsze wyolbrzymiam i martwię się na zapas;)
  • Ubezpieczenie – patrz ostatnie zdanie poprzedniego punktu. Poza kartą EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego, która jednak nie pokrywa wszystkich kosztów ewentualnego leczenia a w ogóle nie pokrywa np. kosztów transportu medycznego) wykupiłam nam ubezpieczenie turystyczne korzystając z wyszukiwarki (chyba Rankomat). Kupowałam je dla czterech osób (moja mama wzięła oddzielne) i zapłaciłam około 150 zł. Mój wybór padł na AXA Assistance i takie też planuję wykupić na następną wycieczkę, ale w temacie ubezpieczeń jestem zielona. Po prostu wybrałam to z dużymi kosztami leczenia. Myślę o wykupieniu jakiejś dłuzszej polisy, ale to wciąż dla mnie niezgłębiony temat i muszę o tym poczytać.
  • Tani lot – kupiłam bilety w Ryanair za ok. 300 zł w dwie strony/os, potem spadły i do 180/os! My zdecydowaliśmy sie jeszcze na wykupienie miejsc siedzących (przy dokonywnaniu rezerwacji dzieci bezpłatnie, dorośli od 9,90 zł w jedna stronę) i bagaży rejestrowanych (15 kg dla dorosłych ok 75 zł w jedną stronę, dla dzieci ok 35 zł w jedna stronę przy dokonywaniu rezerwacji), ponieważ to była nasza pierwsza taka wycieczka. Dziś wiem, że spakowalibyśmy się także w podręczny – każdy podróżujący, czy to dziecko czy dorosły może na pokład wnieść kabinówkę i torebkę/plecaczek:) Co do miejscówek – te zawsze będę wykupować – nie wyobrażam sobie, aby system losowo przydzielił mi miejsce na trzęsącym ogonie, a Łukaszowi z przodu. Dramat!;) Przy szukaniu taniego lotu korzystałam z wyszukiwarki azair.eu. Moim zdaniem jest najlepsza!
  • Samochód – wypożyczyliśmy przez Internet jeszcze grubo przed wylotem korzystając (podobnie jak w przypadku polisy turystycznej) z wyszukiwarki i jakiegoś pośrednika. Zabookowałam auto juz bezpośrednio na stronie Surprice Cars. Nie brałam przez net żadnych dodatkowych ubezpieczeń, bo dzieki blogowi zalatanapara.pl (dziekuję za rozwianie moich wątpliwosci co do planowania podróży) oraz potwierdzającym to doświadczeniu z Teneryfy wiem, że na miejscu zawsze można wynegocjować korzystniejsze warunki. Początkowo zapłaciliśmy za tydzień około 300 zł – wybraliśmy  małego Suzuki Swift. Mieścił on za mało bagaży, co wzbudziło potem nasze wątpliwosci czy damy radę dowieźć je do mieszkania – jazda z lotniska na miejsce trwała bowiem ok 50 min więc przejazd na dwa razy okazał się stratą czasu. Na miejscu, tak jak planowaliśmy już wcześniej zdecydowaliśmy się na wykup pełnego ubezpieczenia, które bardzo nam się opłaciło; przy oddawaniu naszego auta byliśmy świadkami, gdy pan oddawał swój nieubezpieczony – zapłacił 150 euro za naprawdę małe ryski. Przed odbiorem samochodu zawsze warto dokładnie go obfotografować, przy oddawaniu także! To ważne, aby nie ponieść kosztów napraw szkód niewyrządzonych przez nas! My nie musieliśmy się o nic martwić – wykupiliśmy full insurance wiec każdą ewentualną szkodę pokrywało ubezpieczenie. Do tego opłaciliśmy fotelik za i w kwocie dodatkowych 300 zł zamiast małego Suzuki Swift dostaliśmy nieco sfatygowanego, ale większego Hyundaya – był mega wygodny i ze spokojem pomieścił naszą piątkę oraz bagaże. Potem sprawdził się znakomicie. Jeśli chodzi o ubezpieczenie auta rozważamy dłuzszą polisę dla wynajmowanych aut – np przez ICarHireInsurance – co przy częstszych wynajmach wydaje sie rozsądnym rozwiazaniem, ale jeszcze nie jesteśmy do końca pewni.
  • Paliwo – jest droższe niż w Polsce. Ceny w marcu/kwietniu wahały się od 1,50 do 1,70 eur za litr. Nie wiem, czy w sezonie drożeje, pewnie nie. Warto było tankować na stacjach, które oferowały mniejsze ceny, jednak któregoś późnego popołudnia po prostu nie mieliśmy wyjścia – na górskiej stacji kupiliśmy najdrozsze paliwo ever. To zrozumiałe, bo transport go tam także kosztuje. Przy okazji warto podkreślić, że przy górskim spalaniu samochodzik trochę ciągnie. W sumie paliwo kosztowało nas przy dużej eksploatacji auta jakieś 750-800 zł na cały tydzień.
  • Drogi – nie spotkaliśmy płatnych. Główna arteria łącząca dwa krańce Krety prowadzi północą i jest dość szeroka, ale podobnie jak pozostałe drogi naszpicowana jest znakami oznaczającymi przeróżne niebezpieczeństwa. Na poboczach poustawiane są fotoradary – gdzieś wyczytaliśmy, że są nieczynne, jednak według kreteńczyków normalnie funkcjonują. No cóż, mam nadzieję ze nie otrzymamy wkrótce niespodziankowej “pocztówki” z Grecji…;) Ograniczenie prędkosci podzielone są na dwa okresy – gdy pada i gdy jest sucho. Co do poruszania sie po drogach – Kreteńczycy na szerokch trasach jeżdzą poboczem, co jest bardzo dziwne – w końcu sąsiaduje ono ze skalistymi, kamiennymi zboczami bądź urwiskami! Jednak tak jest naprawdę. W większych aglomeracjach ciężko jest zaparkować. Widać tu dosyć swobodny styl jazdy, jednak wprawionemu warszawskiemu kierowcy nie będzie to bardzo straszne. Trzeba też pamiętać, że aby dostać sie w różne miejsca Krety należy przygotować się na obowiązkowe podróże przez serpentyny, niekoniecznie zawsze cywilizowane i bezpieczne miejsca. Ja szczerze mówiąc nie byłam na to w ogóle przygotowana i pierwsze spotkania z takimi trasami bardzo mnie zszokowały, choć doświadczenia z takich dróg mam choćby z naszych górek. Nasz gospodarz podsumował to jednym zdaniem: “It’s an ISLAND!” Tu góry są wyższe niż nasze Tatry i atakują niczego nieświadome blogerki modowe znienacka. Beware.
  • Mieszkanie – wynajęliśmy przez airbnb. Podkreślę, że to nie jest żadna reklama, ja naprawdę jestem zachwycona tym rozwiązaniem. Zatrzymaliśmy się w Gerani, pięknej wiosce nieopodal Rethymna, trzeciego co do wielkości miasta Krety. Do dyspozycji mieliśmy cały tradycyjny dom z w pełni wyposażoną kuchnią, pralnią, salonem, sypialnią małżenską, sypialniami dla dzieci i babci oraz łazienkę i wspaniały, słoneczny taras. Wszystko to za 1150 złotych – wychodziło 30 zł od osoby/dzień. Do tego nasz gospodarz opowiedział nam o wiosce, podarował własną oliwę z oliwek, wino i owoce, a także przez cały pobyt był pod telefonem służąc ewentualnie radą i pomocą. Pościel i ręczniki wymieniane co 3 dni, kuchnia wyposażona w 100% – czyż nie trafiliśmy idealnie?
    Co do samego airbnb – ja jestem gapa, że nie skorzystaliśmy ze zniżki (już wszyscy jesteśmy zarejestrowani) w postaci 100 zł na pierwszą podróż.  Dzielę sie więc z Wami tym faktem, może Wam uda się skorzystać – jeśli wynajmiecie mieszkanie (pierwsza rejestracja) wchodząc przez link: http://www.airbnb.pl/c/magdas791 – otrzymacie rabat 100 zł na pierwszą rezerwację, a ja za pierwsze siedem Waszych rejestracji mam zniżkę 50 zł na moje podróże. Później Wy możecie udostępniać znajomym swoje linki i korzystać. Nikt nie traci!
  • Jedzenie i zakupy – podobno u Greków należy się targować i to wszędzie – tak zasłyszałam. Niestety nie wiem, czy to prawda. Ja jestem człowiekiem, któremu nie przyszłoby do głowy targować się! Nie umiem i koniec:)  Być może dlatego tak zaskoczyły mnie ceny w zwykłym markecie, do którego wstąpliliśmy przy drodze – chleb 3 euro, 10 jajek – 3,5 euro, ogólnie jeśli coś jest poniżej 1 euro to jest to bułka. Potem zorientowałam się, że w małych sklepikach (np w naszej miejscowości) ceny spadają już do przyzwoitych. Jednak głównie zaopatrywaliśmy się w Lidlu. Co do restauracji – skusiliśmy się tylko na jedną ze względu na to, że w naszej bazie wypadowej mieliśmy naprawdę wspaniałą kuchnię. Margherita 6 euro, sałatki po 5-6 euro, dania dziecięce 4,5 euro – wszystko bardzo świeże. Warto kupić w lokalnych sklepikach miejscowe przyprawy, sery, oliwki, owoce – zwłaszcza cytrusowe.
  • Język grecki i podstawowe porozumiewanie się – podstawowe porozumiewanie się istnieje tu po angielsku;). Po grecku ciężko nam było cokolwiek zrozumieć, zwłaszcza, ze “nie” znaczy tu “tak” (chyba) i odwrotnie. W tej kwestii mowa ciała także wprowadza w błąd. Jak osoba 😉 nie mówi po angielsku to już tylko migi zostają. Raz sobie tak porozmawialiśmy i do tej pory zastanawiamy się, co mówił nam pochmurny, wielki Grek pomagający nam przy dość trudnej drogowej sytuacji (chyba nie chcę o tym pisać;)). Przy okazji “kalosz” (czy jakoś tak) – oznacza po grecku “dobrze”. 😀
  • Miejsca, które odwiedziliśmy– szczegółowo (wraz z filmikami) zobaczycie poniżej. Zatrzymaliśmy się w Gerani nieopodal Rethymna, i z tej bazy wypadowej ruszaliśmy tam, gdzie według prognoz było słońce (z różnym skutkiem). Odwiedziliśmy Plakias, przez uroczy wąwóz Kourtaliotiko, następnie Preveli – palmową plażę, oraz piękną plażę w Souda. Następnego dnia ruszyliśmy do Paleochory a potem do Elafonisi wracając przez wąwóz Topolia. Następnie Cretaquarium i Heraklion, Falasarnę (mój plażowy faworyt) oraz Agia Galini, Agios Pavlos i hippisowską Matalę. Ostatni dzień spędziliśmy na łaskawej tego dnia słonecznej Elafonisi, dojeżdzając tam przez New National Road, a wracajac znowu przez wąwóz Topolia (o tym dlaczego dowiecie się z relacji poniżej, także na filmikach!) Zapraszam więc do przejrzenia wpisu (chyba zatytułuję go “Coward Trip Advisor”;)), tym razem fotki głównie moje, wiele z nich robione przez szybę samochodu, filmiki też nagrywałam ja, ale pierwsze kroki montażu wykonał Łukasz:D. A już niedługo na blogu posty ze stylizacjami z tych pięknych i dzikich miejsc!
  • PS. Przy planowaniu naszej wycieczki i miejsc, które chcieliśmy odwiedzić bezcennym źródłem informacji okazał się blog crete.pl – świetnie prowadzony, znalazłam tam odpowiedź na każde interesujące mnie hasełko – polecam!

Dzień 1. Przylot. GERANI.

1 KRETA GERANI05

1 – Lot przespałam w 60%, 40% na lekkim kopie – poprosiłam internistkę o tabletki na sen o nazwie NASEN:) Żeby zadziałały ja musiałam wziąć dwie, tak bardzo się bałam. Ale ogólnie Ryanair ze swoją plumkającą muzyczką i żółtym wystrojem robi na mnie w miarę optymistyczne wrażenie. No i sam fakt, że dodają w instrukcjach bezpieczeństwa, ze lądowanie na wodzie zdarza sie “niezwykle rzadko” jest coward-friendly. 2 – Nike VaporMax – dostałam do ponoszenia i nosiłam większosć wyjazdu – polecam, są mięciutkie i nadają sie zarówno na codzień (robią cały look w sumie) jak i do biegania! Moje nowe ulubione buty – takie tam lokowanie produktu;)

1 KRETA GERANI04

1 – lotnisko w Chanii (ojeju, tu są góry!) – jakoś sprawdzając lazurowe kreteńskie plaże pomijałam górskie atrakcje, jak się okazało było to całkowicie lekceważące podejście;) 2 – Owce i kozy na Krecie są wszędzie. Za to nie widzieliśmy a n i  j e d n e j krowy. 3 – Gerani i niezwykle długa linia brzegowa z piaszczystymi plażami – poza sezonem jest tu pusto. 4 – Kaplica przy brzegu w Gerani – obok tawerna (czynna w marcu) – bardzo malownicze miejsce.

lukasz (1)

Lot – po pierwszej ekscytacji startem – przespali w zasadzie wszyscy poza Łukaszem, który dokumentował ten czas:)

lukasz (6)

Lubię mój nowy włos od Marka z hairandnailconcept.pl

1 KRETA GERANI02

Plaża pod mostem w Gerani jest wprawdzie piaszczysta, obok znajduje się malownicza kapliczka i tawerna, jednak plażowanie pod skalnym osuwiskiem nie jest atrakcją dla chojraka takiego jak ja;)

1 KRETA GERANI03A

Nasze mieszkanie wynajęte przez airbnb. Strzał w dziesiątkę! Za pięć osób (trzy dorosłe, dwoje dzieci) i za osiem noclegów zapłaciliśmy w sumie 1150 zł. To niecałe 30 zł za osobę za noc ! Do dyspozycji mieliśmy w pełni wyposażony dom z kuchnią i balkonem w uroczej miejscowości, a właściciel co trzeci dzień wymieniał pościel i ręczniki. Podarował nam także oliwę własnej roboty, owoce oraz wino. Dzięki, Michalis! Co do airbnb – dopiero niedawno je odkryliśmy i nie skorzystaliśmy z opcji 100 zł na pierwszą rezerwację, dzielę sie więc z Wami tym faktem, może Wam uda się skorzystać – jeśli wynajmiecie mieszkanie (pierwsza rejestracja) wchodząc przez link: http://www.airbnb.pl/c/magdas791otrzymacie rabat 100 zł na pierwszą podróż, a ja za pierwsze siedem rejestracji mam zniżkę 50 zł na moje podróże. Później Wy możecie udostępniać znajomym swoje linki i korzystać. Nikt nie traci! Dom Michalisa polecam bardzo i jest on jednym z powodów, dla których mimo wszystko chcę odwiedzic Kretę jeszcze raz!

lukasz (5)

Dzień 2. Pierwsza podróz na południe. Plakias, Preveli i Souda

1 KRETA GERANI01

1 – Uliczka prowwdząca z parkingu do naszego domu. Obok apteka, tawerna, kawiarnia, wszystko w wersji malutkiej z uroczym folklorem. 2 – Wszędzie.

2 KRETA PLAKIAS PREVELI SOUDA05

Plaża w Plakias była dla nas łaskawa, przywitała nas pięknym słońcem. Zrobiliśmy tam pierwsze zdjecia na bloga (wkrótce publikacja:)) Spędziliśmy na niej pół dnia, uprzednio przejechawszy przez (niewielki jak na Kretę) wąwóz Kourtaliotiko. Pierwsze straszne doświadczenie na wyspie, bo niespodziewane; ale też mam lęk wysokości, a może jakiś lęk wszystkiego;) Nie zrobiłam foty, bo mój telefon był nawigacją z najlepszym GPS, ale odległość i skalę mozecie zobaczyć na focie TU. Klimat grozy spotęgował fakt, że zanim wjechaliśmy w wąwóz mknęliśmy drogą dość szybko (jeszcze) i mignął nam znak, który oboje przeczytaliśmy jako coś w stylu “Danger bla bla restricted area bla bla” (uwierzcie, drogi tam były tak puste że nietrudo było pomyśleć, że coś jest wyłączone z ruchu). Potem, dużo poźniej okazało się, że było to tylko ostrzeżenie o tym, że wjeżdzamy w strefę zamieszkaną i należy zwolnić prędkość, ale to szybkie migniecie znaku podbiło mojego cykora przy przejeżdzaniu przez Kourtaliotiko.

2 KRETA PLAKIAS PREVELI SOUDA06

Plakias. Przed sezonem całkiem puste.

2 KRETA PLAKIAS PREVELI SOUDA07

2 KRETA PLAKIAS PREVELI SOUDA09

Pies towarzyszył nam cały poranek.:)

2 KRETA PLAKIAS PREVELI SOUDA11

1 – Kanion Kourtaliotiko 2 – plażing na porzuconych leżakach w Plakias:)

2 KRETA PLAKIAS PREVELI SOUDA03

1 – osiedle na zboczu góry przy miejscowości Souda, 2 – kozy pasące sie na zboczu góry w okolicach klasztoru Preveli (zamkniety na cztery spusty). W zasadzie stały na brzegu przepaści. Co ciekawe, nigdy po drodze nie spotkaliśmy martwej kozy, czy też kozy, która spadła z góry na drogę. Dziwne, bardzo dziwne.

2 KRETA PLAKIAS PREVELI SOUDA12

Preveli – palmowa plaża. Niestety dojechaliśmy tylko na sam szczyt skąd mogliśmy podziwiać ją z góry. Okazało się, ze dojazd samochodem jest zbyt straszny dla mnie – zawracaliśmy po drodze pytając jednego z wielkich Greków w jednym z ich wielkich pickupów, a rozmowa nie uspokoiła mnie jednak do końca -“Is it safe to use this road with this car?” – “Kalosz, kalosz”), droga po schodach zbyt obciążająca dla rodzinki z babcia i dziećmi. Co do ogólnego kontaktu z Grekami – nikt z nas nie rozumiał ani jednego słowa, pomimo tego, że oczywiście dla funu i ze szczerą chęcią wzieliśmy sobie rozmówki.  U Greków “nie” oznacza “tak” i na odwrót; zwłaszcza mylna jest mowa ciała. Ja, ze wzgledu na to że dobrze nam rosyjski nieco łatwiej przyswajałam pismo, ale na szczęscie większosć tekstów jest tam w dwóch alfabetach i zazwyczaj wszystko jest też po angielsku! Po grecku oprócz “kalimera” i “parakalo” nie umiem powiedzieć i zrozumieć chyba nic więcej.

lukasz (4)

Palmowa plaża Preveli z góry, zdj. Łukasza, ja się bałam podejść tak blisko urwiska:) Nie ma banana for scale, jak widać nie ma też ludzi. Było bardzo wysoko!

2 KRETA PLAKIAS PREVELI SOUDA01

1- droga z Soudy do domu (postanowiliśmy z Preveli podjechać jeszcze tam – było warto, bo pusto, pięknie, dziko, jaskinie do zdjęć. Niestety w drodze powrotnej zgubiliśmy się, zapowiadało się na burzę, stres milion na wyłączonych z ruchu serpentynach, o których w obszarach offline Google wiadomo – nie wiadomo;) 2 – kościół w skale w wąwozie Kourtaliotiko.

2 KRETA PLAKIAS PREVELI SOUDA02

2 KRETA PLAKIAS PREVELI SOUDA17

Dzień 3. Deszcz, Paleochora i romantyczne popołudnie na Elafonisi. Powrót przez wąwóz Topolia i tunel.

3 KRETA KRETA PALEOCHORA ELAFONISI08

W poszukiwaniu słońca rano zerwalismy się do Paleochory, usytuowanej na południu Krety. 1 – Nasz wynajęty samochód był super, ale na deszcz Kreteńczycy są słabo przygotowani – pióra wycieraczek chyba dawno nie były wymieniane. Za wynajem samochodu na tydzień zapłaciliśmy około 300 zł. Na miejscu zdecydowaliśmy sie na full opcję ubezpieczenia i oczywiscie fotelik, czyli dopłaciliśmy drugie 300 zł i został nam zaoferowany większy, ale starszy samochód (początkowo miał być to mały Suzuki Swift). Ten był bardzo, ale to bardzo wygodny i poruszał sie sprawnie po drogach. Nie musieliśmy robić nawet dokumentacji, bowiem ubezpieczenie pokrywało dosłownie wszystko. Przy oddawaniu samochodu na lotnisku byliśmy świadkami, jak sprawdzano i wytykano palcem każdą malutką ryskę na nieubezpieczonym samochodzie. Później dowiedzieliśmy się, że gościu zapłacił 150 euro za te ryski. 2 – Paleochora

3 KRETA KRETA PALEOCHORA ELAFONISI02

Paleochora ze swoimi zabytkowymi ruinami i piękną plażą przywitała nas słońcem, ale też urywajacym głowę wiatrem. Na plaży więc nie sposób było się rozłożyć. Zjedliśmy za to pyszne lody (1,5 eur za porcję – jak dwie nasze gałki) i zwiedziliśmy miasteczko wdychając woń rozwijających sie na drzewach pąków. W miasteczku raczej brak turystów. Cudowne uczucie (choć puste, górskie drogi to juz mniej przyjemna historia;)).

3 KRETA KRETA PALEOCHORA ELAFONISI03

3 KRETA KRETA PALEOCHORA ELAFONISI05

3 KRETA KRETA PALEOCHORA ELAFONISI04

3 KRETA KRETA PALEOCHORA ELAFONISI07

3 KRETA KRETA PALEOCHORA ELAFONISI01

Po Paleochorze zdecydowaliśmy się na dojazd na różową plażę Elafonisi, bo zostało nam jeszcze trochę czasu do zachodu słońca – postanowiliśmy więc sprawdzić, czy ta plaża warta będzie całodziennej wyprawy w kolejnych dniach. Przejechaliśmy przez górzyste drogi, ale nie było wcale bardzo strasznie. Elafonisi zachwyca. Nie widziałam dotąd żadnego piękniejszego miejsca. Szczęście chyba widać na naszych ryjkach. Niestety potem doświadczyłam drugiego w skali nastraszniejszego przejazu przez wąwóz Topolia, na który to potem, całkiem świadomie zdecydowałam sie w konfrotnacji z trasą, która dla mnie była dramatem nr. 1. (Na Balos nie dojechaliśmy, bo obie z moja mamą stwierdziłyśmy, ze nie jest to tego warte haha;). Przed Topolią zgubiliśmy drogę, bo mapy Google (zwłaszcza w trybie offline) wybierają bezlitośnie trasy, które teoretycznie są szybsze nawet o parę sekund, nie zważając na to, że należy wykazać sie żelaznymi nerwami, zważać na warunki pogodowe, osuwający się grunt, śliską od deszczu nawierzchnię, kozy swobodnie włażące na drogę, lub zrzucające kamienie z półek skalnych, zakręty o 180 stopni i piszczącą z przerażenia pasażerkę. Potem wąwóz, zwężenie na półce skalnej, przepaść, góry i zakręty. Na końcu tylko tunel i jesteś w zasadzie na płaskim. Dla podbicia adrenalinki kończyło nam sie paliwo i ścigaliśmy się z zachodem słońca oraz silnym wiaterkiem, który zwiastował rychłe nadejście deszczu… lub burzy. Dramat, potem, za drugim razem jechałam Topolią już z zamkniętymi oczami kręcąc filmik telefonem. Lepsze to niż New National Road. Też mam filmik – tam to się zwyczajnie się popłakałam.:)

 

3 KRETA KRETA PALEOCHORA ELAFONISI11

Dzień 4. Deszcz, Heraklion i Cretaquarium

4 KRETA KRETA HERAKLION01

Heraklion – port. Przy wszystkich knajpach portowych byliśmy nagabywani aby zjeść śniadanie, obiad, a za darmo dostaniemy cuda wianki, desery i alkohole. Jednak nie jemy w przypadkowych knajpach, a ze wzgledu na budżet i to, że do dyspozycji mielismy piękną kuchnię staraliśmy się stołować w domu. Dwa razy – pierwszego i ostatniego dnia skusiliśmy się na pizzę i sałatki w Rethymnie, które jako 3 co do wielkości skupisko ludzi na Krecie, usytuowane obok naszego Gerani oferuje turystom wszystko, czego zapragną i dodatkowo jest naprawdę pięknym miastem. Za obiad dla pięciu osób (bez szaleństw: margherita, grecka i kreteńska sałatka i dwa dania makaronowe dla dzieci – wszystko świeże, pysze, a porcje duże) zapłaciliśmy około 25 euro, czyli bardzo zwyczajnie.  Knajpa dziecio-friendly, przestronna i pełna miejscowych (dobry znak). Knajpa nazywa się Thraka i znajduje się nieopodal portu w Rethymnie. Nie ma jakichś super opinii ani gwiazdek:D  – była jednak bardzo w porządku. Niestety ogólne ceny w Grecji trochę nas zaskoczyły, zarówno te w sklepach – 3 euro, za 10 jajek 3,5 euro, jak i te w wielu restauracjach, do których nas “zaganiano”:). Przy zaopatrywaniu się w artykuły spożywcze z pomocą przyszedł nam Lidl nieopodal naszego miejsca zamieszkania oraz zasada, aby nie kupować w sklepach przy głównych arteriach, a raczej wybierać małe, miejscowe markeciki gdzie ceny były już zwyczajniejsze. I to także polecam wszystkim budżetowo podróżujacym. Kupowanie lokalne było dla mnie bardzo ważne, bo widać, że ludzie żyją bardzo skromnie, jednak my również nie dysponując sporym budżetem musieliśmy znaleźć jakiś złoty środek.

4 KRETA KRETA HERAKLION02

4 KRETA KRETA HERAKLION03

Lało strasznie. Ponieważ byliśmy z dziećmi postanowiliśmy odwiedzić ponoć największe w Europie oceanarium – Cretaquarium. Wejście dla każdego poza sezonem to 6 eur (dla dzieci do 4 lat bezpłatnie). W sezonie zwiedzanie dla dorosłych to 9 euro. Na mnie to miejsce nie zrobiło szczególnego wrażenia, po prostu dużo rybek. Nawet rekin zamknięty za szybą nieszczególnie mnie rozemocjonował, ale być może dlatego, że po prostu żal mi tych zwierząt pozamykanych dla czyjejś uciechy w mniejszych czy większych zbiornikach. Niemniej zwiedzaliśmy ciemne korytarze około godziny i w taki deszczowy dzień to było najlepsze rozwiązanie dla dzieci – były zachwycone.

4 KRETA KRETA HERAKLION04

Dzień 5. Falasarna, łagodny raj na ziemi

5 KRETA FALASARNA02

Falasarna to zdecydowanie mój plażowy faworyt na Krecie. Piękna, lazurowa laguna, miękki, drobny piasek, w wielu miejscach sławny różowy osad. Mnóstwo muszli, w tle góry i piękne widoki. Dojazd na Falasarnę nie wymaga spoglądania śmierci w oczy i nie przyprawia o zawał serca. Idylla. Jeśli Kreta, to właśnie tam chcę wrócić. Przy okazji dla żądnych przygód nieopodal znajduje się Balos – laguna, na którą dojazd jest najbardziej spektakularną drogą na Krecie. Dla jednych gratka, dla innych (zwłaszcza gdy samochód jest zapakowany po brzegi rodziną, z której połowa ma lęk wysokości) – nic przyjemnego.

5 KRETA FALASARNA06

5 KRETA FALASARNA03

5 KRETA FALASARNA04

5 KRETA FALASARNA07

Przez pół dnia było słonecznie, potem zaczęło mocno wiać i nadciągały znad gór wielkie chmury.

5 KRETA FALASARNA05

5 KRETA FALASARNA01

Na plaży, jak okiem sięgnąć – nie było żywej duszy. Opuszczone bary stanowiły wspaniałe tło do zdjęć, niestety pogoda trochę pokrzyżowała nam fotoplany.

5 KRETA FALASARNA08

Dzień 6. Aglia Galini, Matala, Agios Pavlos

6 KRETA AGIA GALINI AGIOS GEORGIOS MATALA 02

6 KRETA AGIA GALINI AGIOS GEORGIOS MATALA 01

W poszukiwaniu pogody obraliśmy na celownik słoneczną tego dnia Matalę – kurort turystyczny, niegdyś siedlisko hipisów, którzy zamieszkali w żółtej skale sąsiadującej z plażą. Po drodze musieliśmy przejechać przez…. góry. Droga jednak piękna – była bardzo szeroka i nie przyprawiała o mdłości. Żadnych skalnych osuwisk ani przepaści tuż przy pokonywaniu zakrętu. Jakoś tak szerzej i raźniej. Tylko, że deszczowo.

6 KRETA AGIA GALINI AGIOS GEORGIOS MATALA 03

Po drodze przejeżdzaliśmy przez małe miasteczka, gdzie życie biegło wcale nie tak powoli. Zahaczyliśmy o Agia Galini, niegdyś małą rybacką osadę, obecnie jeden z popularniejszych kurortów plażowych z dużym portem na Krecie. W sezonie odpływają tu statki zabierające turystów na plaże Preveli czy Agios Pavlos, na którą my później tego dnia (niestety dla mnie) skusiliśmy sie drogą lądową;). I to wtedy, gdy stwierdziłam, że chyba oswoiłam się z drogami na wyspie.

6 KRETA AGIA GALINI AGIOS GEORGIOS MATALA 05

Pocztóweczka z Agia Galini

6 KRETA AGIA GALINI AGIOS GEORGIOS MATALA 04

W tych dwóch zdjeciach moim zdaniem można zawrzeć cały klimat Krety – wszechobecne koty (kocham) i drzewka cytrusowe. No i oliwne oczywiście.

6 KRETA AGIA GALINI AGIOS GEORGIOS MATALA 06

1 – Matala (Rondo! Cywilizacja!;)) 2 i 3 – gróra Ida schowana w chmurach – miejsce narodzin Zeusa – how cool is that?! 4 – jedno z mijanych po drodze miasteczek.

6 KRETA AGIA GALINI AGIOS GEORGIOS MATALA 09

1 – Matala – baaaardzo wiało, po chwili wiatr tak zacinał wdą i piaskiem, ze trzeba było się ewakuować. Ale słońce było haha. 2 – Ida

6 KRETA AGIA GALINI AGIOS GEORGIOS MATALA 08

Przed nami jeszcze droga na Agios Pavlos – ponoć piękna, dzika plaża. Co mnie podkusiło? 😀 Poniżej filmik:)

6 KRETA AGIA GALINI AGIOS GEORGIOS MATALA 10

Matala widziana z jednej z hipisowskich jaskiń – obecnie dostępne do zwiedzania za 1 eur.

Dzień 7. Słoneczne Elafonisi i New National Road przez górskie serpentyny

7 KRETA ELAFONISI11

Góry wróciły! Przez wiekszość tygodnia schowane były w chmurach. Ostatni dzień to wyprawa na podobno słoneczne znów Elafonisi.

7 KRETA ELAFONISI05

Na Elafonisi prowadzą dwie drogi – pierwsza, przez wąwóz Topolia (pisałam o nim już wyżej) i druga – szumnie nazwana New National Road. Obie bezpłatne (na Krecie nie trafiliśmy na żadne płatne drogi). Tym razem, jadac na Elafonisi prosto z Gerani (za pierwszym razem trafiliśmy tam z Paleochory) zatrzymaliśmy się w Kissamos, by zapytać w barze, która droga lepsza. “Go National Road, it’s WIDEEER” – powiedziała właścicielka knajpy będąc o tym w pełni przekonana. Dodała, że droga jest o 1-2 km dłuższa ale zdecydowanie lepsza. Uwierzyłam jej naprawdę! Nie wspomniała jednak, że prowadzi przez kilka turbowysokich gór, na których co krok ustawiono znak ostrzegajacy o zakrętach, spadajacych kamieniach zwężeniach (w sumie te znaki są na KAŻDEJ drodze na Krecie), a na których kozy mają zdecydowane pierwszeństwo przejazdu. I o tym, że barierki na brzegach zakrętów nie są tu chyba czymś popularnym, wiec albo pokonasz zakręt, albo wpadniesz w przepaść prosto do morza. Płakałam. To była dla mnie tak straszna droga, że wracając sama poprosiłam o powrót przez wąwóz Topolia. Czy Kreteńczycy w ogóle używają tych dróg haha? Na całym odcinku, który pokonywaliśmy przez godzinę dwadzieścia minęliśmy może trzy-cztery samochody! Mam szczęście, że Łukasz jest super kierowcą, choć przyznał mi, po obejrzeniu filmiku, że widok z siedzenia pasażera jest z lekka przerażajacy – nad niczym nie masz kontroli. Dla niego podróż przez tę drogę wprawdzie wymagała większego skupienia, ale na pewno nie była straszna i podobało mu się. Myślę, że dużo łatwiej i przyjemniej byłoby mu jechać własnym tempem – nie moim w stylu “zwolnij”, które nakazywało nam przepuszczać jadące za nami nieliczne samochody miejscowych, ale moja panika była silniejsza od wszystkiego. Uratowała mnie więc jak zwykle jego cierpliwość i opanowanie:). Poniżej filmik, który kręciłam podczas jazdy. Dźwięki w tle to tablety dzieciaków i telefon mamy – oni jechali niewzruszeni.

7 KRETA ELAFONISI10

A to już brodzik Elafonisi- tym razem na wysepkę dało się przejść w ogóle suchą stopą. A warto – bo na głównej plaży niemiłosiernie wieje.

7 KRETA ELAFONISI09

W tle rysuje sie miasteczko kempingowe. Chcę tu zamieszkać!

7 KRETA ELAFONISI06

7 KRETA ELAFONISI02

7 KRETA ELAFONISI08

7 KRETA ELAFONISI13

7 KRETA ELAFONISI01

Śniadanko. Dojechaliśmy o 11 wyjeżdzając z Gerani o 8:30. Oczywiście wszystkie śmieci zabraliśmy ze sobą! Na kreteńskich plażach jest przyjemnie i czysto.

7 KRETA ELAFONISI03

Kocham to zdjęcie. Fajnie jest być mamą.

Pure love.

7 KRETA ELAFONISI07

Czas wracać – godzina 17 z hakiem. Nie chcemy tłuc się po górach po nocy. Bynajmniej! Początkowo planowaliśmy kierować się na Paleochorę, by ominąć New National Road i Topolię, jednak ekonomia czasu i zdrowy rozsądek pozwolił mi zadecydować o przejeździe przez wąwóz. Dzięki temu, z zamkniętymi oczami nagrałam dwa filmiki – pierwszy przy wjeździe na drogę wąwozu, drugi z przejazdem przez tunel. Droga z Elafonisi początkowo jest szeroka i spektakularna, potem prowadzi przez małe i kręte uliczki, na których Google podpowiada, by skręcać w jeszcze mniejsze i zyskiwać kilka sekund, a w kulminacyjnym momencie właśnie przez ten wąwóz. Po przejechaniu go jest już łatwo, a chwilę potem wjeżdza się na płaską i szeroką arterię łączącą na północy zachód ze wschodem wyspy. To naprawdę najszybsza droga, więc też chyba najłatwiejsza. No i niestety – oszałamiająco piękna. Zobaczcie.

7 KRETA ELAFONISI04

Wracając podziwialiśmy ośnieżone góry. Dla mnie kontrast ośnieżonych, skalistych wierzchołków z palmami jest oszałamiający.

7 KRETA ELAFONISI12

I tyle! A teraz, pod koniec kwietnia Neapol, Wybrzeże Amalfitańskie wpisane do światowego dziedzictwa UNESCO, zatkany Wezuwiusz, budzący się superwulkan grożący nuklearną zimą – Campi Flegrei, mordercza mafia i wiele krętych dróg. Tak to widzę, a Łukasz się cieszy, że lecimy do Włoch robić fajne zdjęcia:D No to γεια σου! 🙂

  • Judyta Krowicka

    jak pięknie!


Inspiration
FB link link link link
Ta witryna używa plików cookie. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.