FB
link
link
link
link
link
16123573_1848735042060992_8043614863617949696_n

Niech Was nie zmyli tytuł tego cyklu. Poradnik blondynki to tylko zgrabny tytuł, który ma za zadanie zebrać jedną klamrą posty dotyczące doswiadczeń, jakie zebrałam na sobie w różnych dziedzinach zwiazanych dotąd z działem beauty. Niemniej nie mam zamiaru w tym wpisie wymądrzać sie czy komukolwiek doradzać, a jedynie chciałam przekazać osobom, które dopytywały się wcześniej moje przeżycia związane z zabiegiem powiększania ust kwasem hialuronowym.

Kto mnie zna ten wie, że jeszcze gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że w styczniu 2017 powiększę sobie usta powiedziałabym mu, żeby odstawił twarde narkotyki;) Zawsze byłam przeciwniczką tego zabiegu a widząc u kogoś zrobione kacze dzioby automatycznie chciałam go przytulić i powiedzieć, jak bardzo mi przykro;) Haha. Tak było. A potem założyłam i zdjęłam aparat ortodontyczny, a że na swoje lico z przymusu patrzę sie codziennie pewnie o 200% dłużej niż statystyczny Kowalski doszłam do wniosku, że gdzieś zniknęły mi usta, wcześiej ładnie wypchnięte przez wystające zamki. No i musiałam coś z tym zrobić:)

Włączyła mi się lampka poszukiwawcza. Pomyślałam sobie, że najlepszych zabiegów po prostu nie widać. Że da sie zrobić to ładnie, i że nie pójdę do pierwszej lepszej osoby. Postanowiłam, że znajdę gabinet, w którym moje usta zostaną powiększone tak, jak tego będę chciała. Powiem Wam, że na poszukiwania poświęciłam mnóstwo czasu a Łukasz w połowie mojego śledztwa miał już dosyć podtykanych mu pod nos zdjęć pontonów i bułeczek. Zasięgnełam języka wśród znajomych. Koleżanki – redaktorki urodowe polecały mi lekarkę w Warszawie, doktor, którą mi polecały “krzywdy nie zrobi” a efekty jej zabiegów są delikatne. Jednak nigdzie w sieci nie mogłam znaleźć zdjęć jej prac, więc nie mogłam sie na nią zdecydować. I choć wierzę, że jest dobra, to niestaty żadna ze znajomych nie miała u niej ust robionych w ciągu ostatniego pół roku (potem efekt juz znika). Przetrząsnęłam wiec samodzielnie fora, Instagram i Fejsa, internet od góry do dołu i nic! Zapisałam sie nawet do jednego lekarza w Warszawie, ale spanikowałam w ostatniej chwili – jego galeria była pełna całkiem fajnych ust, ale często zdarzały się też takie gigantyczne i bałam się, że mogłabym niechcący wejść w posiadanie tych ostatnich. Na pierwszy raz, gdy nie wiedziałm, na co zwrócić uwagę, o co poprosić – zdecydowanie nie nie nie.

Nie poddałam sie jednak. Wpisywałam wszystkie możliwe hasztagi aż w końcu na Instagramie znalazłam konto Spectacular Hyaluronic Effects, na którym podobały mi się praktycznie wszystkie prace, a efekt PO był ładniejszy niż PRZED. Niebywałe. To był jedyny zbiór takich zdjeć i było to dla mnie aż podejrzane – bo zbyt piękne, by mogło być prawdziwe;) Śledziłam więc social media SHE aż w końcu stwierdziłam że ściemy nie ma, klientki są prawdziwe a usta wychodzą spod igły jednej Osoby – Oli Sibigi.

Napisałam więc. Uczucia miałam mieszane; choć kontakt natychmiastowy, to terminy dosć odległe (około 2 tygodni, ale w sumie przy takich zabiegach to chyba na plus) no i Poznań.  Cały dzień spędzony w podróży, plus jej koszty oczywiscie! W zasadzie ceny preparatów konkurencyjne nieco w stosunku do stolicy, więc z wliczeniem dojazdu wychodziło to na zero.

Postanowiłam, że skoro w Warszawie nikogo nie znalazłam – to znaczy, że trzeba przejechać się dalej.  Nie wybrałam się tam jednak całkiem pewna siebie – bałam się, że jadę do innego miasta wykonać zabieg, który może nieść ze sobą jakieś powikłania i to był mój jedyny problem – że trzeba będzie coś ratować dnia następnego, że dostanę jakiegoś zapalenia/uczulenia/czegokolwiek i co ja zrobię? Doszłam jednak do wniosku, że jest małe ryzyko, poza tym gdyby trzeba było ratować to w Warszawie też kogoś znajdę haha. Jestem panikarą, ale to często mnie ratuje – chcę być przygotowana na wszystko:)

Jednak tym razem okazało się, że nie było żadnego problemu.

Przed przyjazdem opisałam Oli moje wymarzone usta. Wysłałam przez FB zdjęcia ze wszystkich możliwych kątów. Rozmawiałyśmy o preparacie, Ola zaproponowała kilka ale ze zdecydowanym naciskiem na jeden, który właśnie zaczęła stosować, a który stosuje także jej klinika-wzór czyli angielskie The Consultant Clinic (kto siedzi w temacie ust ten tę nazwę pewnie zna – ja się nie jaram, wolę prace Oli zdecydowanie;). Gdy przyjechałam na umówioną wizytę obejrzano moje usta z każdej strony, jeszcze raz szczegółowo wyjaśniłam, na czym mi zależy – chciałam nieco podnieść górną wargę zmnieszając tym samym przestrzeń nosowo-wargową ale tak, by nie tracić za bardzo kształtu i proporcji moich ust. Zależało mi przede wszystkim na naturalnym efekcie.

Ola posmarowała mi usta gorzką maścią (20% Lidokainy) i tak siedziałam sobie 25 minut. Po upływie tego czasu zaczął sie zabieg.

Czy bolało?

Ból to kwestia względna; jedni reagują na niego mocniej, innych boli mniej to samo. Ja mam niestety niski próg, ale pamiętajcie, nawet jeśli macie podobnie: wszystko jest zawsze kwestią nastawienia; zawsze przed tego typu zabiegiem (czyt. wcześniejsze tatuaże czy piercing) nastawiam się na to, że pocierpię 10-15-min- lub godzinę, ale efekt będę miała na długo/4eva. To jest podstawa. Przeżyłam, trwało to chwilę, a zabieg na pewno u Oli powtórzę gdy już będzie trzeba.

Zostało mi podane 1,5 ml Belotero Balance – preparatu o średniej gęstości. Wkłuć było chyba z osiem, z tego co pamiętem, może 10.

Pierwszego wieczora i następnego dnia usta spuchły mi tak, że wyglądałam jak glonojad. Odwołałam wszystkie spotkania i siedziałam zamknięta w domu. Bolało i bałam się jak diabli, ze zostanę z takim uroczym pontonem na twarzy! Na szczęście kontakt z Olą poprzez fanpage jest fantastyczny a ona sama cierpliwie odpowiada na pytania i uspokaja – to jest super, zwłaszcza, ze ona przecież tych pytań dziennie dostaje sporo. Uspokajałam się więc a w razie napadów wątpliwości pisałam znowu:)

Przykładałam też posłusznie lód i smarowałam pomadką Tisane, żeby zmniejszyć opuchliznę. Dostałam zalecenia aby przez pierwsze trzy doby utrzymywać usta w bezwzględnej czystości, pić co najmniej 1,5 l wody (oj piłam dużo więcej), nie opalać się i nie ćwiczyć intensywnie (nie podgrzewać). Absolutnie zabronione było samodzielne masowanie ust, a do pielęgnacji należało wybrać tylko kosmetyki sprawdzone dermatologicznie.

Dowiedziałam się też, że pełne wygojenie ust to dwa tygodnie, przez ten czas będą się one zmieniać. Należy nadal szczególnie troszczyć się o pielęgnację – woda wciąż jest wskazana, słońce raczej nie, podobnie gorące kąpiele i inne ciepłe atrakcje. Warto też unikać kontaktu ze zwięrzętami, nawet domowymi – musiałam więc trzymać sie z dala od mojego ukochanego kota.

Poniżej na zdjęciach możecie zobaczyć jak zmieniały się moje usta.

Chciałam podziekować SHE za pięknie wykonane usta oraz Wam za komplementy – kilka z nich zobaczycie na ostatnim zdjęciu, dostawać takie wiadomości jest najmilej na świecie:) Co do kwasu – nie taki diabeł straszny jak go malują. Z nowymi ustami czuję się ekstra, efekt jest bardzo naturalny, a zmiana nie jest drastyczna.

Namiary na Spectacular Hyaluronic Effects TU i TU (Insta).

1

2

4 (2)

4a

5

6

8

  • Ewelina Sypień

    Efekt bardzo mi się podoba, usta są większe, pełniejsze, ale to wciąż Twoje usta, wyglądają bardzo naturalnie! Kto wie, może i ja po zdjęciu aparatu zdecyduję się na taki zabieg, chociaż na dzień dzisiejszy mam do tego takie same podejście jak Ty jeszcze do niedawna 😛 Zobaczymy jak to będzie, przynajmniej już wiem do kogo się zgłosić. Pozdrawiam 🙂

  • karolina

    Przepiękne są! Jaka cena zabiegu?


Inspiration
FB link link link link
Ta witryna używa plików cookie. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.